
|
16 i 17 października 2004 roku zbór
naszego Pana w Szczecinie obchodził pięćdziesiątą rocznicę
swego powstania ( lata 1954 - 2004 ).
Stanowiło to dla nas miłą okazję, aby wszyscy członkowie
naszego Zboru zjechali się i abyśmy byli tutaj znów razem
jak to było kiedyś. |

|
Ci, którzy wyjechali zostawili tu część
swojego serca i może tęsknili za domem rodzinnym, za braćmi
i siostrami z naszego Zboru.
Z tych pionierów naszego Zboru żyje jeszcze siostra Kozak,
lecz już stan zdrowia nie pozwala jej być z nami, bo już
ma 91 lat. Również siostra Duda pamięta tamte czasy. |

|
Historia Zboru ma swe korzenie w Zborze
w Obszy. W wyniku powojennych przesiedleń rodzina br.
Łotyszów zamieszkała w woj. Koszalińskim i br. Łotysz
Michał włożył wiele pracy w założeniu Zboru w Szczecinie.
Z dokumentów wynika, że oficjalna rejestracja naszego
Zboru nastąpiła w sierpniu 1958 roku. Miejsce rejestracji
Zboru - u brata Kozaka Teodora, ul. Poniatowskiego 55
m 4. |

|
Pierwszy adres lokalu, gdzie odbywały się
nabożeństwa zostały zgłoszone u brata Kozaka i u brata
Dudy w Szczecinie - Klucz ul. Rymarska 78 m 2. Ogólna
liczba zgłoszonych członków - 15 osób.
Od kiedy Zbór działa: 1 wrzesień 1954 rok. |

|
Początkowo zebrania odbywały się w mieszkaniach,
a w 1963 r otrzymaliśmy kaplicę - obiekt sakralny
zabytkowy przy ul. Wawrzyniaka 7e. Obiekt ten był w opłakanym
stanie, szyby były powybijane, podłoga zrujnowana i dziurawy
dach. Weranda również wymagała remontu i oszklenia. Bracia
postanowili sami remontować we własnym zakresie ale nie
mieli pieniędzy. Udali się do Poznania do br. Stachowiaka
i poprosili o pieniądze na remont, które otrzymali. W
1972 roku otrzymaliśmy przydzieloną salę na własność Ruchu.
|

|
Nie wszyscy doczekali tej chwili. Ci bracia, którzy stanowili
Zbór w pierwszych latach, dzisiaj w większości już nie
żyją. Obecnie zbór liczy ponad 40 członków.
Początkowo nasza sala była ogrzewana na węgiel przez duży
metalowy piec. Trzeba było iść z wiaderkiem do piwnicy
po węgiel, przynieść po schodach i wrzucić do pieca. Nieraz
w czasie zebrania, gdy już przygasał piec trzeba było
dorzucić węgla, to powodowało hałas i przeszkadzało w
zebraniu.
Nieraz piec wybuchał i sala była zadymiona. Ciepło było
blisko pieca, a im dalej, tym zimniej. Wszyscy siedzieli
w płaszczach, skupieni koło pieca. Później postanowiliśmy
unowocześnić i zrobiliśmy centralne ogrzewanie. W piwnicy
był piec węglowy i na sali już było czysto i równomiernie
ciepło. |
|

|
Jednak aby nagrzać salę dyżurny musiał już o 6-tej lub
wcześniej rozpocząć palenie, aby o 9-tej było ciepło.
To wymagało aby po 5-tej rano już jechać na salę. Było
to uciążliwe. Po kilku latach założyliśmy gaz i kupiliśmy
piec na gaz z automatyczną regulację czasu i temperatury
grzania. Później wymieniliśmy rurki na miedziane o węższym
przekroju. Dzisiaj panują już zupełnie inne warunki. Bracia
diakoni i starsi w ramach dyżuru mają już tylko za zadanie
otworzyć salę i posprzątać. |
|

|
Była to bardzo błogosławiona społeczność,
wypełniona wykładami okolicznościowymi, lekcją odpowiedzi
na pytania, śpiewem oraz godziną oświadczeń i modlitw.
Bracia i siostry wspominali chwile spędzone w tym zborze
przed wieloma laty. Były to opowieści zarówno wzruszające,
jak i zabawne. |

|
W czasie przerw można było porozmawiać
ze "starymi" przyjaciółmi i skorzystać z poczęstunku.
Wszyscy uczestnicy zgodnie orzekli, że czuli się jak na
małej konwencji.
|